|
Nie nakochało się lato, nie najarzyło się lato, Nie nadyszało do sł... |
||||||||||
|
||||||||||
|
DZIEWCZYNA (wbiega) Przed Bogiem się oczyścim skruchą w naszej winie i ofiarę oddamy Bóg wstrzyma się w czynie PARYS Jeźli Gdyby nie to, żem śpiący, mógłbym długo prawić; smutek twój bym rozprószył i zdołał zabawić Jeśli Bóg da, zwyciężymy HEKTOR (uzbrojony wbiega) (przystaje) Przystanę krew w gardło mi bucha 96 I przed kim ? Li przede mną chyba tylko samym? Za cóż ja mam ich myśli, wagę i uznanie? Wstyd mnie pali, że błazen taki mnie jest w stanie z imieniem swoim złączyć i głośno powiadać, że przychodził tu do mnie myśl moją wybadać i że to wszystko wysnuł z mojego milczenia Przy analizie taktyki wojennej Rosjan uderza, że przeważnie starali się oni skoncentrować ruch różnych kolumn wojska do pewnego punktu środkowego, w którym przypuszczano istnienie siły polskiej A tak, tak! Skoro dusił kury, indyki, to pewnie zjadł i sarninę rzekł Kalasanty głosem powolnym, jakim przemawiają ludzie ślamazarni, nie mający odwagi bronić swoich przekonań Dwa razy dziennie w oznaczonych godzinach schodzili się wszyscy do stołowego pokoju, aby dopełnić obrzędu, zwanego obiadem i kolacją Poznań 1896; przedruk Z pamiętnika Romana, Warszawa 1898 Dzięki spuściźnie po ojcu mógł żyć dostatnio i w bezczynności FEMIOS (który się był wysunął z kąta) (ciągnie za rękaw Medona) (i wskazuje na Telemaka) (i na czoło swoje, i kreci kółko na czole) (cicho:) On coś tego ? MEDON (odpowiadając) (do Femiosa, cicho) Coś tego nie bardzo Na to przyozdobienie swej osoby nie potrzebował wcale pracować 85 Moc się Boża przez moje objawiła czyny; tyleż, co mojej, boskiej w nich jest winy Nie widząc w korytarzu Asa od razu powziął podejrzenie, że ten gałgan i nicpoń pewnie się gdzie po meblach rozwala A ty nie proś mnie więcej, abym wskrzeszał tych, którzy śpią i odpoczywają Wszak ona pierwsza w kościele i wszędzie Pierwsza z organem piosenkę zaczyna nie umiem Wszystkie psy, ile ich tam było, zwróciły ciekawe oczy na przybyszów, a każdy zdawał się wzrokiem zapytywać: Co też ten wyżeł może nieść w zębach? Niebawem wielki dog pierwszy przyskoczył do Asa, nastroszył się okrutnie i musiał mu warknąć do ucha jakąś brutalną groźbę, gdyż młody wyżeł bojaźliwie spuścił ogon, pokornie się przypłaszczył i jednocześnie wypuścił z zębów wiewiórkę 12 ani śladu w pamięci przyszłych pokoleń, żebranie zaś to chyba pokorna prośba o ślad w owej pamięci Na koniec, zwróciwszy się do niej, oświadczyła, że chociaż jest matką Anielki, musi jednak przyznać, że Anielka była zawsze bardzo niebrzydkim dzieckiem i że można- się było po niej jeszcze więcej spodziewać Gadał ciągle tylko Kromicki; słowa jego mieszały się z szumem rzeki płynącej na dnie przepaści i z przykrym zgrzytem hamulca, który woźnica co chwila zakładał pod koła Pogadałbym o tym z ojcem, zwłaszcza że ojciec lubi podobne rozprawy, ale boję się dotknąć bolączki - Lećże więc bez końca, A będziesz chodził w anielskiéj ozdobie 117 Jako ojczyzny i wiary obrońca; A nim zasługi twoje w niebie zginą, Ziemia przeminie i gwiazdy przeminą! Patrz na mnie! - jestem także zmordowany, A kto wie co tam w moim sercu płacze? A jednak wziąłem w rękę krzyż drewniany I chodzę tuląc do głębi rozpacze Ja sam siebie nie okłamuję nigdy; powtarzam raz jeszcze, że jadę się leczyć, że pani Kromickiej nie kocham i nie będę kochał, Że owszem, mam nadzieję, iż jej widok wyprze z mego serca dawną Anielkę lepiej od wszystkich fiordów i gejzerów; ale nie byłbym sobą, nie byłbym człowiekiem, który dużo żył i dużo myślał, gdybym nie widział tych niebezpieczeństw, jakie we wszelkich innych warunkach mogłoby wytworzyć podobne położenie Zresztą tyś już sama dostrzegła, że tak jest, więc wszystko jedno, czy o tym mówię, czy nie Jest to zresztą właściwość mego ustroju duchowego I teraz właśnie przyszła na mnie chwila uśpienia zmysłów, więc mówiłem w duchu do Anielki: Czy ty myślisz, że idealne struny we mnie nie grają? A oto w tej właśnie chwili kocham cię w ten sposób, że ty nawet możesz i powinnaś się na takie uczucie zgodzić, i szkoda będzie, jeśli je zmarnujesz bo sama nie straciłabyś nic, a mnie byś uratowała Nie nakochało się lato, nie najarzyło się lato, Nie nadyszało do słońca zieloną piersią bogatą Hrabio, tu nie idzie o mnie ani o łaski, bo tymi mnie obsypujecie, i ja od was nic nie żądam, nic idzie o was i o króla odezwała się śmiało Faustyna odprowadził mię na stronę i wyjaśnił sytuację O północy dół był już zasypany i ziemia starannie ubita Pomyśl, że swym postępkiem zabijesz go, panie! Dosyć tego, błaźnie! Chodźmy, panowie! Sire, czołgam się u twoich stóp! Na miły Bóg, dasz ty mi raz spokój?! Pies wścieka się czasem, sire! Triboulet z trudem podniósł się z podłogi Mówiono mi, że dorobiłeś się jakiegoś majątku? Rozległ się huk, brzęk, z obmurowania drzwi posypały się obluzowane kawałki zaprawy Był przecie dość obdarzony zdolnością samoanalizy, by przygwoździć tę niedorzeczność, konstatując ją w sobie Co do mnie, trzeba mi było udać się o kilka mil, aby pokazać paszport i podpisać oświadczenie w obliczu alkada, po czym pozwolono mi prowadzić dalej moje archeologiczne poszukiwania Otóż był sobie taki młody przystojny chłopak Zapaść się w ziemię? zapytał z niecierpliwą ironią Chociaż przybyły ubrany był po świecku, jak mówiliśmy, odezwał się doń potem cicho: Najprzewielebniejszy ojcze! Stan dworu jest wam tak dobrze jak mnie wiadomy Z twarzy nic wnioskować nie było można, oprócz że mu na bystrości nie zbywało i na przebiegłości, jakiej wymaga życie wśród wiecznie krzyżujących się intryg, które jak koła mijających się wozów pochwycić i zgnieść mogą człowieka Co gadają? pytałem zaniepokojony Twarz Lanthenaya naznaczona była jakimś dziwnym smutkiem, podobno właściwym ludziom, nad którymi ciąży nieszczęście, jakkolwiek oni sami o nim nie wiedzą Krzysztof bez namysłu przysunął bloczek, napisał kilka słów, wyrwał kartkę i położył przed Feliksiakiem: Zgłosicie się z tym jutro do inżyniera Zaleskiego i będziecie przyjęci do narzędziowni Zamknęła oczy i odwróciła głowę Nigdy msza nie wydała mu się dłuższą Należał do tego i ktoś trzeci jeszcze I druga rzecz: wieczna tęsknota do wzoru, powszechne pragnienie znalezienia przedmiotu uwielbień Początkowo Krzysztof miał odwieźć matkę aż na miejsce, lecz bez sprzeciwu zgodził się, by zastąpił go lekarz Rozruchane gałęzie z cichym poszumem chwiały się nad nim płachtą cieniów, że jeno czasem, kiej ją wiater ozdarł, słońce chlustało mu w oczy i coraz kawał modrego nieba się odsłaniał Siadajcie, panie gospodarzu! zrzucił ze stołka obłocone ubranie i podsunął Borynie, któren zaraz opowiedział dokumentnie całą sprawę Regina uśmiechnęła się słodko do Birknerowej i serdecznie uścisnęła rękę Birknera Sprzedali fermę i urządzili się na nowym gospodarstwie I nosili się przez nieba i piekła, przez wszystkie straszności, przez ciemnice Bożego gniewu i przez jasności łaski Jego świętej, przez nieopowiedziane krainy cudów i czarów, dziwów i zachwytów, przez takie światy, gdzie jeno dusze człowiekowe błądzą jako te ptaki poślepłe od piorunów i błyskawic, przez takie miejsca, do których człowiek tylko w godzinie cudu albo i we śnie zagląda, patrzy olśniony, dziwuje się i nie wie sam o sobie, czy jestli w żywych jeszcze! Hej! jakby morze powstało wałem nieprzeniknionym, wałem czarów, skrzeń i cudowności, że przepadła sprzed oczów ziemia cała, izba, luta noc, świat ten cały pełen utrapień i nędz wszelkich, i krzywd, i płakań, i żaleń, i czekań a otwarły się oczy na świat inny, nowy i tak cudowny, że żadne usta tego nie wypowiedzą! Baśniowy świat ich otoczył, baśniowe życie objęło tęczami, baśniowe marzenia stawały się rzeczywistością umierali prawie z zachwytów zmartwychwstając zarazem tam, w tym życiu jasnym, wielkim, mocarnym, bujnym a świętym, i cudownościami poprzerastanym kieby dojrzałe zboże wyczką i makami, tam gdzie każde drzewo mówi, każdy ruczaj śpiewa, każdy ptak jest zaklęty, każdy kamień ma duszę, każdy bór jest pełen czarów, każda grudka 221 ziemi przepojona nieznanymi potęgami gdzie wszystko wielkie, nadludzkie, niewidziane żyło świętym życiem cudów! Tam się parli całą potęgą tęsknoty, tam snuli się oczarowani, gdzie wszystko splatało się w nierozerwalny łań cuch marzeń i życia, cudów i pragnień, w czarodziejski korowód wyśnionego istnienia, do którego wciąż, przez całą nędzę bytowania ziemskiego rwały się im strudzone, okaleczałe dusze! Cóż ta to życie szare i nędzne, cóż ta ten dzień zwykły, podobien do patrzenia chorego, smutkami kieby mgłą przysłoniony, mrok to jeno, noc smutna i ciężka, przez którą chyba dopiero w godzinę śmierci dojrzeć własnymi oczami dziwy one Sprawiłoby mi to wielką radość Niestety, ostatnio nastąpiło między nimi pewne oziębienie Czasem tak można, a czasem nie! mruknął Grzela Radca Schröter, drżąc na całym ciele, zbliżył się do córki Ale, widzisz go, rozpustnik czego mu się zachciewa A Zośka Grzegorzowa na ten przykład, śmigła, piękna i wiano niezgorsze Stali wszyscy dokoła pochyleni i patrzyli bez oddechu |
||||||||||
|
|
||||||||||