|
Dopadł dróżki proboszczowskiej, przemknął się kole organistów tak ci... |
||||||||||
|
||||||||||
|
Wchodzi ŻOŁNIERZ A trzecia na czele swoim miała księdza Bonifata, który chciał kraj zbawić modlitwą i na ocalenie kraju podawał sposób jedyny, iść i ginąć nie broniąc się, jak męczennicy Przynajmniej dzisiaj nie chodź tam wieczorem, Przynajmniej dzisiaj nie chodź tam ja każę GRABIEC A któż ty jesteś, co każesz? GOPLANA Królowa! Królowa fali, Goplana Jest tu pewna fikcja KALIPSO (przepada) Spotkałże z was kiedy kto Ostyjaka, i obszedł się z nim łagodnie i po ludzku? Zaprawdę! koło psa nie przeszedł żaden, nie uderzywszy go nogą jak węża I naraz, jak ten półbóg oczy wlepił w Atrydę naraz ja poczułem siebie, że poły żyję na ziemi, pół w niebie (Do Odysa) Królu Rezosie, gdy los cię nadarzył, czas więc, byś słowem na radzie zaważył, co czynić? co zamierzyć? Możnali Achajom zawierzyć i rozejm zyskawszy chwili, Pozejdonowego rumaka w morskiej kąpieli opłukać? Nie sądziszli, że Achaje w tym nas zapragną oszukać? 65 i rozejmu czas zaprzysiężony złamać? Że Bóg niejako im daje nas w ręce? Czy oni zechcą kłamać? Mocarzu, oto ja się poświęcę Ja mówił stary na wpół z uśmiechem od trzydziestu lat przywykłem sypiać po obiedzie, a te moje dziewczyny rozpieściły psa, swawolą z nim Ach, gdybyś pan wiedział, jak to jest przykro nie mieć na starość spokojnego kącika! Zabrzeski więc nalegał grzecznie, ażeby jego As przynajmniej w godzinach przedobiednich służył pannom za rozrywkę, ale stary się na to nie chciał zgodzić i odszedł ERYNNIS To on z Hekabą niewiastą ciebie niemowlę rzuca na pustkowie, opodal grojca Wtedy mi podasz łuk i zsujesz groty u moich stóp GRABIEC Teraz po obiedzie Trzeba wymyślić wesołą zabawę Niechaj cię księga naszych praw oświeci, Czytaj i czytaj we własnym sumnieniu I okropny ujrzeli widok! Oto na ciele najmłodszego syna leżał ojciec, jak pies, co położy łapy na kości i gniewny jest Można go istotnie podziwiać z tego względu, iż nigdy w życiu nie był na polowaniu, lasy znał jedynie z okien wagonu kolei żelaznej i z malowanych pejzażów, a strzelał tylko do zawieszonych butelek na Saskiej Kępie, do tekturowych zwierząt w Promenadzie, do jajka na wytrysku fontanny w Bellevue Na moje słowo ten śnieg stał się krwią, a te słońce szczerniało jak węgiel; wiele bowiem we mnie jest Boga (wchodzi) Wracaj Ostawcie kości tu ostać się godzi Za jego to jest wolą gościem się raduję Pojąłem, że ja stoję i będę stał siłą rzeczy na zewnątrz, nawet choćbym pozyskał jej wzajemność Zawsze było tak Uważałem, że i Anielka była uradowana, a to jedno starczyło mi za wszystko Stopniowo ogarniało mnie coraz większe wzruszenie, i dziwna rzecz: byłem wzruszony więcej za Anielkę niż za siebie, zdawałem sobie bowiem sprawę, że to będzie ogromny przełom w jej życiu i balem się o nią Otóż! mówiło się skoro spojrzymy na te szerokie i rozszerzające się jeszcze bardziej masy pełnego muru, a spojrzymy ze stanowiska starożytnych literatur, czyli, że tak rzekę, kilku ksiąg sanskryckich i zendyjskich, kilkudziesięciu greckich i rzymskich, i hebrajskiej j e d n e j i j e d y n e j zaiste, że sama się myśl, beznakłonnie ku temu, zapytuje, jeżeli nie: na czym skończyć ma ta nasza literacka płodność? to: na czym ona zatrzyma się i w co się odrodzi? Będzież potrzeba, ażeby być jako tako z gruba oczytanym, tyle pierw oczu sterać, ile ich zaniepodziewa w księgach swoich mandaryn chiński do ostatecznego egzaminu przygotowujący się?! Dziś gdy jeżeli gdzie na przykład dziewięćset periodycznych pism wychodzi, to oneż dziewięćset dzienników daje tyleż romansów i powieści we feuilletonach, a przeto samych już romansów dziewięćset na rok, coś jakoby trzy na dzień, spotyka się i to jeszcze w jednym tylko kraju Europy i w jednej ze stolic! Dopowiedzieć co rychlej przynależy, że to zawsze jeden tylko romans, ów ostatni, ów i n t e r e s u j ą c y r o m a n s o b c h o d z i ć w i n i e n, ów, co obchodzi wszystkich, i że to zawsze jedna tylko broszura, owa ostatnia, owa, która to zainteresowała wszystkich, ta jest tylko obowiązującą Skazałem na paraliż pół własnej istoty, żyję tylko półżyciem i nakazuję sobie kochać tylko połową miłości Nic nie krystalizowało się we mnie w określony zamiar A kochane to stworzenie i dobre zawsze jak anioł! Udaje wesołą, żeby matki nie martwić, ale ja widzę doskonale, co się z nią dzieje, i serce mi się kraje Anielka opanowała już mniej więcej wzruszenie, ale była jeszcze jakby zalękniona Nic więcej nie chciałem ci powiedzieć Potem urodziła się córka Ludwika, ta, co jest za dyrektorem Jachimowskim, Wilhelmowi znaczy się, później Zdzisław, ten co go niedawno taczkami wywieźli, też nie udał się, a później córka Halina W kwadrans później była już na Ujazdowskiej Naturalnie więc przede wszystkim wynikające z powyższego Długo rozkręcał wieczne pióro, lecz w końcu schował je do kieszeni i zszedł na obiad do sali restauracyjnej Wypił przy ladzie kilka szklaneczek Prawdaż to, że kościół katolicki budować myślą? zapytał gospodarz Umieściłem ją między dwoma dragonami i szedłem z tyłu, jak jest powinnością kaprala w takich razach Nie mogłam oprzeć się ciotce, bo cóż bym zrobiła z sobą? Nie miałam się gdzie podzieć, nie miałam się do kogo udać VIII Ottman był zupełnie rozbrojony: Och, panie dyrektorze, naprawdę bardzo dziękuję Nie ma za co wzruszył ramionami Paweł nieraz późno wieczorem przechodzę koło pańskiego laboratorium i widzę, że pan pracuje Nie wiem, jak mam cię nazywać Służę Toby dopiero osłupiał, gdyby tak z miejsca wypaliła mu: Jadę wybrać sobie wspaniałe futro, które mi funduje naczelny dyrektor! Dlaczego funduje? Ano, bo jestem jego kochanką! Tak! Kochanką! On jest zakochany we mnie do szaleństwa i byłem kiwnęła palcem, kupi mi dwa trzy futra, auto, brylanty, takie duże, jak sam ma w pierścionku Co tylko zechcę, rozumiesz pan? A pan będzie całe życie chodził w tym wytartym paletku i żadna dziewczyna na pana nie spojrzy razem z pańską idiotyczną terpentyną i kauczukiem! Gryzła wargi i podniecała się efektem, jaki wywołała tymi słowami, ale Ottman ani przypuszczał, że się w niej i gotuje Głupstwo poruszył ręką Paweł niedorzeczna zemsta za wydalenie z fabryki Wzywaj go! Gdzież jest ten twój Franciszek? Gdzie jest ów kawaler, który uprzedził mnie o zdradzie? Gdzież jest ten ukochany, który cię wydał w ręce kata? Gdzie on jest? Cierpliwości, Magdaleno! Odnajdę go, moja żądza zemsty i rozpacz dopomogą mi Byłabym zdolna zabić tego, kto chciałby uczynić ci jakąś krzywdę Zasłyszała coś o nieszczęściu siostry, dowiedziała się o jej córce i zażądała ją mieć przy sobie obiecując wszystko, co miała, jej zostawić W niespełna godzinę wszedł do buduaru, gdzie oczekiwała go matka, wyświeżony i ubrany O ileż wolałby zbić Krzysztofa na kwaśne jabłko Nazajutrz wstąpiła do dyrektora Kolbuszewskiego w Centrali Eksportowej To mnie cieszy! Wiem, że nigdy nie zawiodę się na tobie Niestety, zauważyła ich i skoczyła do wody wraz z dzieckiem (ksiąg kanonicznych) Jakby nic nie wiedział, nasłuchiwał niby tego świegotania jaskółek lepiących gniazda pod strzechą lebo tego szmeru gałęzi szorujących po ścianach i w okno niekiedy zaglądających Jagna poszła w trop tuż za bryczką Hrabia powiedział interesuje się całym światem i do tego jest jedyny, praca mu idzie jak z płatka i ma łatwość pióra, ale brak mu gruntownej wiedzy, co jest zresztą wadą wszystkich dyletantów literatury i sztuki Jakoż i noc nadchodziła, mrok gęstniał i czerniał, a deszcz się wzmagał, że tylko pluskało po rozmiękłej ziemi i rowach, jakby kto ziarnem sypał Shelby Chciało mu się zajrzeć do komory, ale się powstrzymał, bo Józka patrzała, więc się przeżegnał i ruszył Dopadł dróżki proboszczowskiej, przemknął się kole organistów tak cicho, że go nawet psy nie poczuły, i wsunął się pod księży sad, zaraz przy szerokiej miedzy, dzielącej Kłębową ziemię od księżych |
||||||||||
|
|
||||||||||