|
KANCLERZ Przemądry Wawelu, Czy sam widziałeś? WAWEL Co widziało w... |
||||||||||
|
||||||||||
|
Do tego, by ten materiał ludzki był materiałem wojennym, trzeba czasu i ten czas wygrać musi to wszystko, co już poprzednio zorganizowaniem rewolucyjnym było Na nieszczęsnym drzewie Wrona krakała 164 KIRKOR Idźmy! niech w powiewie Tańczą chorągwie idźmy! ścisnąć szyki! Nadzieja w męstwie Nie było to wojsko, co, znając zdradliwe prawa wojny, czujnymi się otacza czatami, co mechanicznie, jak zegarek, spełnia swą powinność Zawsze wesoły, rumiany, okrągły blondyn z niebieskimi oczyma ucieszył się nadzwyczajnie z owej macierzyńskiej niespodzianki! Ponieważ chodziło o to, aby chłopcu zrobić jeszcze większą przyjemność na zakończenie roku szkolnego, przeto matka rzekła: 54 Mój synu, dzień dzisiejszy jest twój, wybierz sobie jakąś przyjemność, rozrywkę Może teatr? Proszę mamy odrzekł Miecio z uśmiechem zadowolenia, ale i z rozwagą czy ja sobie mam wybrać tylko jednę przyjemność? Wybierz dwie, trzy nawet, byleby przyjemności godziwe, dozwolone Inteligencją i pełną wdzięku zręczność malców widocznie psy nawet cenią wyżej aniżeli brutalną siłę olbrzymów A jednak biada temu, kto się dostał na język pani Konstancji! Zabrzeskiemu sobotnia herbata nie przypadła do smaku, gdyż Zdobcio wpadłszy na temat miłości bezładnie przytaczał oświadczenia i wyznania różnych kochanków ze znanych sobie sztuk teatralnych Cała czereda z mopsikiem na czele powywieszawszy języki puściła się drogą poza kościołem, następnie przebiegła w skok ulicę Erywańską między snującymi się dorożkami i wypadła na plac Zielony, obiecujący daleko więcej swobody HIPODAMIA Ksantus! Lecą w stronę namiotu! Jak mnie wóz ten zabije, niech mnie z tym trupem spalą!! (Wybiega) (ginie pod końmi przelatującego wozu) Warszawa 1928 Daniłowski znowu przypomniał dawne plany Jarosława Dąbrowskiego, wówczas zamkniętego już w murach cytadeli 51 REZOS Drużyna moja nie wiem, czyli żywa? Dawno pewno JUŻ w mieście zdrowa i szczęśliwa (Otwiera wrota spichlerza) (wskazuje Odysowi próg we wrotach) Siądźcie na przyzbie Żony są łatwowierne Powiadam prawie jedynie przez sumienność, gdyż bodaj tylko u jednego pamiętnikarza jest o tym wzmianka Sprawy tego porządku były w ręku Ajnemerowej, która mogła to robić w domu, co chciała, a niczym się łatwiej nie dała ująć jak pochlebstwem i gdy ją kto pocałował w brudną rękę (podnosi głowę) Rozkoszuj się ciszą Wreszcie musiał dać ramy, chociażby nieliczne, lecz gęsto w kraju rozsypane, dlatego, by niezorganizowany element miał oparcie dla organizacji Oh! Niż zbożowy łan KANCLERZ Przemądry Wawelu, Czy sam widziałeś? WAWEL Co widziało wielu, Mogę poświadczyć jak świadek naoczny Toteż my, tak rzecz pojmujący, nie odpowiadamy p r z e m i l c z e n i a m i na pytania żywotne bynajmniej 37 Godziłoby się zapytać czynnego g e n e r a ł a, doświadczonego k a p i t a n a o k r ę t u, biegłego c z ł o w i e k a s t a n u, do ila oni w głównych i stanowczych działaniach swoich opierali się na b y s t r y m a peu pres a o ile na systematycznym działaniu? C Przyparto mnie, jak to mówią, do muru i na razie nie umiałem znaleźć odpowiedzi Muszą jeszcze jeden krąg zrobić odpowiedziałem, ściskając jej z lekka rękę Było w nich przejęcie się ważnością chwili, była ciekawość, jakie też jest to drugie życie; ani cienia wątpliwości, że ono może nie istnieć natomiast trochę niepokoju, czy go tam dobrze przyjmą, w połączeniu z jakąś bezwiedną, powiem: naiwną pewnością, że jednak nie przyjmą go jak byle kogo Hej, igły, które wiatr kolebie, Siejące światła złoty chrzest! Hej, obłokowie mknący w niebie Już nie ma mnie, już nie ma ciebie, A szczęście jest! A szczęście jest! Zdobyć się na pokorę, nic, tylko na pokorę, Być jako ptak schwytany, jak małe dziecko chore, Jak ziemniaczany kiełek na mrocznym dnie piwnicy, Jako bezpiorunowe westchnienie błyskawicy; Ugiąć się pod powiewem Twojej najświętszej dłoni Jak ta wiosenna trawa, co się tak miękko kłoni Z TEKI POŚMIERTNEJ 64 SIEJBA GROBÓW Wśród wszystkich świata tułaczych dróg, Jakoby gwiazdy bezliczne, Polskie mogiły rozsiał Bóg Ofiarne stołbce graniczne Nie miałbym nic przeciw temu, albowiem przypomniałem sobie, że na wystawach w Warszawie i Krakowie widziałem kilka portretów wcale nie gorszych od sławnych płócien zagranicznych Oto ojciec, ze swoją przepyszną głową patrycjusza filozofa i z manierami przypominającymi wiek XVIII, jest dla niej rodzajem objet d'art, a co więcej, jest wspaniałym i inteligentnym zwierciadłem, w którym pani Davis może podziwiać do woli swój rozum i swoją piękność Gdyby mnie wprost ręką brała za serce, nie zdołałaby nim targnąć mocniej Czytałem niegdyś w podróży Fariniego, że Kafrowie leczą się od ukąszenia skorpiona pozwalając mu ukłuć drugi raz w to samo miejsce Niekoniecznie dlatego, ażebyśmy to m i l c z e n i e mieli za Pitagora i jego zwolenników pomysł i wynalazek, tylko z tej przyczyny, że do nas doszła wiadomość o nim przez tę drogę, bo my przez historię pitagorejczyków o tej praktyce dowiedzieliśmy się Zresztą, po co jeść? Czyż moja godzina nie nadeszła? Tamango wstał bez odpowiedzi, wszedł chwiejnym krokiem na pokład i siadł u stóp strzaskanego masztu Paweł był w domu Nim jeszcze ta sprawa była komukolwiek znana, zgłosiliśmy się wszak do ciebie, aby zasięgnąć twojej fachowej rady Wobec tego nie bez znaczenia jest pytanie, kto tą siłą rozporządza i kto tę potrzebę zaspokaja To był drobiazg Dwoje młodych ludzi stało przy parkanie, rozmawiając półgłosem 137 M r, m o n s i g n o r Jego Wysokość; tytuł dostojników świeckich i duchownych Jak nietrudno będzie Czytelnikowi zauważyć, bohaterowie opisywanych i komentowanych zdarzeń są bezimienni, podobnie jak anonimowe są fakty nie do zidentyfikowania, bo pozbawione dat, wyprane z realiów geograficznych Naturalnie, na stacjach, bliższych do granicy państwowej, baczność ta jest zdwojona W polskim powieściopisarstwie bowiem istniały właściwie dwa typy współczesnej powieści Odrazu zapowiadało się służącej, że miejsce jej jest w kuchni, że pan nie lubi, gdy służąca bez potrzeby wchodzi do pokojów pańskich Dźwigowa klamka ustąpiła z lekkim trzaskiem Najchętniej siadywała w gabinecie Pawła na wielkiej otomanie Schodząc ze wschodów, z dala zobaczył portechaise Brühla i to go mocno ubodło Długo leżała na łóżku w futrze i kapeluszu, zalewając się łzami Dodano przy tym, że każdy z nich zgadza się, by mu zawiązano oczy, wsadzono do powozu i odwiązano dopiero w drukarni, skąd każdy z nich obowiązywał się nie wychodzić ani na chwilę i nie patrzeć przez okno dla zachowania konspiracji zupełnej Wstąpił do Krzysztofa i przeprosił go, że musi odłożyć rozmowę na jutro, gdyż i tak będzie pracował do północy, by zdążyć przedyktować różne rzeczy przed odejściem pociągu do Berlina Wreszcie, zrywając się z rozpaczliwym wysiłkiem, zawołała: To wszystko kłamstwo! To okropny fałsz! Don Garcja nigdy by tego nie napisał! Don Juan odparł: 51 Znasz jego pismo Nie odpowiedziała nic nie pisał Hola, mój panie! zawołał do sierżanta Treść listu była tego rodzaju, że ukląkłem z podziwu dla szlachetności i mądrości tego człowieka kiedy ci chleb nie smakuje, idź, tartak poprowadzi Boryna, i do tego za cztery złote na dzień ! powiedział młynarz ze śmiechem, bo ano tak z rozmysłem wszystko rychtował, by mieć taniej robotnika Powiedział każdy swoje, a przypochlebnie, że Boryna poczerwieniał, ręce rozłożył i zawołał: Ludzie kochane, kiej nie miarkuję, z czym przychodzicie? A wedle naszego lasu, mają go rąbać po Trzech Królach ! Przeciech już na tartaku rzną jakieś drzewo 338 Gospodynią była po Borynach pierwszą, to posłuchały jej rozlatując się kiej spłoszone kokoszki, że zaś już większość w polach robiła od rana, pusto się zrobiło na wsi, dzieci jeno kajś niekaj bawiły się nad stawem i staruchy wygrzewały pod słońce Przeciągły, złowróżbny szum powiał od borów Już nawet dzieci na ojców nastają, posłuchu nie ma nijakiego, a wszystkie się żrą ze sobą kiej psy To dobrze Wyglądał tak dziwnie Diabeł wcielony, czy co? Okropny człowiek, Bońciu! Skądże on się tu wziął na schodach? Nie wiem Spotkałam go przypadkiem Pewno czekał na mnie Nie chciał mnie przepuścić No, no Ale i na to znajdzie się rada Nie pozwolę Regince samej wychodzić z kuchni Będę czuwała choćby cały obiad miał się spalić na węgiel Bońciu, ja go się tak boję Mówi zawsze jakieś głupstwa A przy tym patrzy na mnie takim dziwnym wzrokiem aż dreszcz bierze Niech Reginka powie o tym panu radcy! Ach, za nic w świecie Dlaczego? Dziadunio powtórzy to cioci, wtedy będzie jeszcze gorzej Gorzej? 78 No, tak Dziadunio gotów wymówić Kirchnerowi dom Ciocia będzie bardzo zmartwiona Ona tak ceni pana skarbnika Reginka ma słuszność! Ani chybi, doszłoby do wielkiej awantury Ale, prawdę mówiąc pannie Ludwice wyszłoby to tylko na dobre, dalibóg Jak to, Bońciu? Nie rozumiem! Nie mogę tego Regince wytłumaczyć Reginka jest za młoda na takie sprawy, nie mówmy o tym W każdym razie trudno mi zwracać się do dziadunia A mogą A kiej się jako tako ustawili do procesji, czyniąc wskroś ciżby długą ulicę, obrzeżoną zapalonymi świecami, dobrodziej znowuj zaśpiewał: U drzwi Twoich stoję, Panie! A wszystek naród odgruchnął mu w jeden ogromny, niebosiężny głos: Czekam na Twe zmiłowanie I śpiewając ruszyli, cisnąc się we wrótniach smętarza i przepychając, gdyż zjazd był ogromny, cała parafia się stawiła, a nawet wszystkie dwory, że dziedzice prowadziły dobrodzieja i jeszcze w asyście szli pobok ze światłem, zaś baldach niesły gospodarze, jeno jakby na złość Lipczakom, same obce z drugich wsi |
||||||||||
|
|
||||||||||