|
Śpiew zbliża się stopniowo i rośnie |
||||||||||
|
||||||||||
|
ANTINOOS (patrząc w Odysa) (w śmiechu) Odys! Jaki piękny! Cha cha cha! Zwoje włosów utrefione błotem Faktem, który utwierdza w tym mniemaniu, jest, że w samej nocy styczniowej liczba powstańców jest znacznie mniejsza, dalej, że w ciągu całego powstania nigdy nie było więcej na placu boju, jak 30 Szewc Kąskiewicz W istocie z punktu widzenia wojskowego generał Ramsay znacznie większą miał rację, niż w TELEMAK (z krzykiem) Ojciec wrócił! (Podejrzliwie) A tyś to rzekł jako? SŁUGA (wskazując Telemaka) Ja tylko widzę z was zgaduję z u Ludzie by wtedy bardziej się liczyli z trudnościami technicznymi, które mogłyby niechybnie się przyczynić do zmniejszenia lekkomyślności, z jaką wojnę wydano Tutaj zwrócę uwagę, że obaj oni w noc styczniową nie brali najzupełniej udziału, że ich duch pewności siebie nie przebył próby ogniowej w noc styczniową Inni marzyli o szybkich sukcesach organizacyjnych wśród ludu, masowo, tysiącami przypływającego do szeregów ochotniczych Zachód milczał i oto mamy skutek tego milczenia Gdy raz tak chorował, weszła do niego w nocy gospodyni, wiedziona zapewne troskliwością o zdrowie pana Pyta to ryba! Znam ja go! Gardło dałbym, że on sobie sam tych ran narobił! Ciężko za takim świadczyć w sądzie! Co pan mówisz, panie Trzaskalski? zapytał szewc z groźną powagą, jak by dotknięty w najdroższych swoich interesach Szczęśliwi, którzy się mogą za lud poświęcić A od Tenedos Bóg się już dziełu naszemu przeciwstawiał nie będzie Zdążono tylko porobić pewne zarządzenia, a więc wyznaczono naprędce punkty zborne, tak, że branka w samej Warszawie ciosu organizacji nie zadała Więc może kiedyś za twoją pomocą Wróci na Gnezno i nie zakrwawiona Błyśnie ludowi DZIEWCZYNA Daremno Niechaj was zawiść żre i miecz niech was wytępi, którzyście przyszli tu rycerzesępi za moje dziecko I dziwił się Anhelli, że była spokojną o przyszłość, popełniwszy niegdyś zbrodnię wielką, a nawet krwią mając zmazane ręce PATROKLOS Nie chcesz, bym rycerza udał, gdy na się wezmę twój strój Nie wiemy, w jakim celu pan kucharz zrobił tę wystawę sarniny na pokaz, ale on prawdopodobnie wiedział, co czynił Ona nawet nie przypuszcza, ile czeka nas oboje szczęścia musi mi tylko oddać na to swoją duszę zupełnie, bez zastrzeżeń i granic (Cyt! Cyt! sypkiego ziarna Cyt! Cyt! dzwonnego świerszcza Co za męka słuchać tego specjalnego języka, w którym każdy termin zdaje się grozić śmiercią ukochanej istocie! Wtajemniczyłem doktora w nasze położenie, na co odpowiedział mi, że z dwóch niebezpieczeństw woli wybrać mniejsze i mniej pewne Co mi za religia, którą jedna fluksja podrywa, a którą pryszczyk na nosie jest mocen zburzyć do cna! 25 kwietnia Byłem z nią i ciotką u Angelego 105 Ale dziś taki jestem uciszony i szczęśliwy, że wolę czuć niż rozumować A może też miłość jest tak ogromnym źródłem szczęścia, że nawet najciemniejsza jeszcze jest przetkana promieniami; dość, że taki promyk dziś zaświecił nam obojgu Czernią się pod zachodu zgasania powolne, Mijają się, to schodzą, to mijają znowu, I monotonnym ruchem sennego połowu Wygarniają z wód tafli białe stożki solne pije duszkiem, rzuca kielich Choć w żupanie, znaj, mospanie, Żeś mi winien oddać cześć; Taka mina i czupryna Nie da sobie na wąs wsieść Śpiew zbliża się stopniowo i rośnie Nieraz zastanawiałem się nad tym Spokojny, wypogodzony, z ustami tak ściętymi, że ich prawie widać nie było; pokorny, stał u drzwi przybyły i czekał, aby z niego słowo dobyto Pochylił się przed nią w ukłonie, oddając raczej hołd jej piękności niż dziękując za ocalenie W początkach kwietnia 1899 r żeś mu nie odpowiadała To pan myślisz wojować? spytała Frania To ty przychodziłaś do mnie kiedyś prosić o darowanie życia jakiemuś Cyganowi, który miał być powieszony Było to tak nagłe i niespodziewane, żem przez pewien czas nie mogła przyjść do siebie Nie mnie przypadł zaszczyt odkrycia tak pięknego miejsca Zamyślił się i wpatrzył się w ogień Wrócił do domu, gdzie żona go u progu spotkała niespokojna Bo zabierze pana stąd policja wprost do więzienia zimno wycedził Paweł Natychmiast spętano mu ręce i nogi Tak się też stanie Trudno się było dowiedzieć Panie sędzio! Obrażają cię słowa, a nie bałeś się uczynku? Dziś ty mnie nie zaczepiasz, ale gdybym jutro umarł, pozwiesz pozajutro moich biednych synowców i wyzujesz ich z ostatniego kawałka chleba za to, że ich stryj podał ci rękę i pomógł: nieprawdaż? Pan Mateusz gryzł wargi i milczał Teraz wprawdzie zbliżała się siódma, czyli godzina, o której Paweł najczęściej wracał do domu, ale to przecie nie znaczyło, że koniecznie muszą się spotkać lub chociażby z daleka zobaczyć bo terpentyna jest, proszę pani, jakby najbliższym kuzynem kauczuku wytrwale i z uśmiechem tłumaczył Ottman a w rodzinie chemicznej nieraz można cioci przyprawić wąsy wujaszka i będzie to najautentyczniejszy w świecie wujaszek Biedny zecer, który nigdy dotąd nie widział dziwacznych literek żargonowych, nieprzyzwyczajony do odwrotnego składania, kładł do winkla literkę obok literki, nie rozumiejąc zupełnie, co robi Co? Małżonek pani nie używa tańca? powtórzył od czasu do czasu zaczynają się ukazywać druki socjalistyczne Młody człowiek zaprowadził znakomitego lekarza na górę, a sam udał się do salonu, aby zaczekać na jego orzeczenie Widziała jak nowe przyjaciółki krzątały się po pokoju, po czym zasiadły do herbaty 144 O wiele grzeczniejszą od synków Frydy była mała, jasnowłosa córeczka Małgosi I cóż ja teraz pocznę, co? pytała, zapatrzona w ten dzień dziwnie pusty i boleśnie ślepiący Najpierw był buraczany kwas, gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, a potem przyszły śledzie w mące obtaczane i smażone w oleju konopnym, później zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem również omaszczona, a na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprużone, a przegryzali to wszystko prostym chlebem, bo placka ni strucli, że z mlekiem i masłem były, nie godziło się jeść dnia tego Był na jawie, a śpik sypał mu w oczy makiem i wodził kajś ponad dole i stronami zachwyceń prowadził, że już w końcu poczuł się niby w czas Podniesienia, kiej dusza gdziesik się wzniesie i płynie klęczący na jakieś janielskie ogrody, na jakieś nieba i raje pełne szczęśliwości Odpędź ode mnie nieboszczyków! Hej, chodźcie tu, wierne moje psy! Prędzej, przyjaciele moi! Lecz brytany nie ruszały się z miejsca Daremny wysiłek, na jaki się Werter zdobył w obronie nieszczęsnego mordercy, był rozbłyskiem ostatnim dogasającego światełka Na łęgach mgły jeszcze leżały białe kiej śniegi, jeno na wyższych rolach porzedły i słonecznymi biczami pocięte i spędzone, dymiły już kiej z trybularzów i ku czystemu niebu darły się strzępiastym przędziwem; w szronach leżały jeszcze pola, kuląc się w dośpiku i nabrzmiewając niby pąki; a naród z wolna wpierał się wszystkimi stronami w orosiałe, senne zagony, wtapiał się w przesłoneczniane tumany i przywierał do poletek w cichości bo od ziem, od drzew, z sinych dalekości, od wód błyskających krętowinami, od mgieł i od nieba, wynoszącego rozgorzały krąg słońca wszystkim światem taka wiosna waliła i bił taki czad mocy i upojenia, że jaże w piersiach zapierało, jaże dusza się trzęsła w takiej przenajświętszej radości, co to jeno łzami skapuje cichymi, wzdychem się wypowie albo klękaniem przed tym zwiesnowym cudem i w najlichszej trawce widomym A nie damy i tyla! Ociec chce się prawować, ale Kłąb i te, co z nim trzymają, powiedają, że sądu nie chcą, a rąbać nie pozwolą i choćby całą wsią iść przyszło, to pójdą, a i z siekierami, i z widłami, jak wypadnie, a swojego nie dadzą Jezus Maria! To by się bez bitki i jakiego nieszczęścia nie obyło ! Pewnie! Jak się parę łbów dworskich siekierami rozwali, to zaraz będzie sprawiedliwość! Antek! Rozum ci się ze złości pomieszał czy co? Głupstwa pleciesz, mój drogi! Ale Antek już nie słuchał, rzucił się nieco w bok i zginął w ciemnościach, a ksiądz poszedł spiesznie ku plebani, bo usłyszał turkot kół i ciche, żałosne rżenie kobyły Antek zaś poszedł w dół wsi, ku młynowi, a drugą stroną stawu, żeby nie przechodzić koło chałupy Jagny |
||||||||||
|
|
||||||||||