|
Nic nam nie pozostało, jak umrzeć z honorem i po to jadę |
||||||||||
|
||||||||||
|
PIERWSZY ZE SZLACHTY Mówmy o herbach REZOS Wskaż mi miejsce KANCLERZ Wziąć ją na tortury (Każdy chłopak dzierży inną część ubioru) ks LAERTES (za drzwiami) Zgodę niosę Puśćcie! (Pchają się do drzwi ze stron obu) Słyszałam, jak ci dwaj młodzieńcy, którzy obok nas stali, zaczęli właśnie rozmawiać o panu Albinie i tej pannie Wandzi To by ci się było przydało, Morusieńko Ołtarza się chwytasz kolany, wyginasz rozpacznie rączęta A! węże! węże wplecione w twoje ciało Cha cha a wiesz ty, co zostało? ( Pokazuje na studnię) (pochyla się ku studni) (kładzie się na ziemi) (nasłuchuje) Tam grają na dnie topieli, na dnie tej studni głębokiej i wołają, nawołują ku mnie: Ojcze ojcze my w trumnie chcesz nas obaczyć zywemi ? Brak takiej mianowicie chlebodawczej ręki pociągał to następstwo, że można było nieraz bardzo cienkim głosem śpiewać, szczególniej też będąc psem Stosunki wcale się nie zmieniły, obiadów na Asa nie wydawano, a jego nieprzyjaciółki ciągle nań krzywym okiem patrzyły; słowem, pies żył, jak to powiadają, psim swędem WDOWA Zakończony dzień pracy CHOCHLIK Ja wyprawiam hecę W stajni, gdzie nad wrotami nie przybito sroki Musiał wraz ze swym adiutantem być naraz i wodzem, i sztabowym oficerem, i podoficerem nawet 14 Dajcie mi łódź czerwoną, strojno i lud niech stanie przy mnie zbrojno i córę miech poniosą (klęcząc) Dajcie mu łódź i zbrojny lud niech wniesie w łódź dziewczyny ciało i z ojcem niech odpłyną GOPLANA O mój luby! GRABIEC Dalibóg pfu! pocałowałem Niby w pachnącą różę pfu róża jest ciałem, Ciało jest niby różą niesmaczno! GOPLANA Mój drogi! Więc teraz co wieczora na leśne rozłogi Musisz do mnie przychodzić To jest zasadniczy błąd rewolucji, który przyczynił się w wielkim stopniu do tak słabego rozwoju wojennego powstania Ktoś ty jest? WDOWA Wdowa To samo się działo z artylerią, która w noc styczniową była łatwym łupem i która w oczach i w wyobraźni dowódców mogła stać się łupem prędzej czy później TELEMAK (nadbiega ze dworu) (biegnie) (ku stronie spichlerza) (woła) Kto?! PASTUCH (na ziemi, u nóg Telemaka) Umieram Rana! (Krzyczy) Rana!! TELEMAK (nawołuje, ku dworom) Tu do mnie! Do mnie tu! 165 DWAJ SŁUDZY (nadbiegają) Nic nam nie pozostało, jak umrzeć z honorem i po to jadę Jest we mnie gniew na siebie samego, ale zarazem i na Śniatyńskiego za to, że brał we wszystkim udział W tym wszystkim wszelako nic nam prostotliwie nie powiedziano dotąd, i dlatego z wątpliwością wyrażam się Davisowa na tym tarasie, przy świetle księżyca w pełni, była po prostu tak piękna jak jakiś grecki sen A przecież to, co dla mnie jest sonatą Quasi una fantasia, to dla niej może być sonatą Quasi un dolore Oto jest pytanie etycznie kardynalne i wprost podejmujące zacny ów Diogenesa utysk względem akademickich pracowników, skoro, widząc ich prawdy szukających ( quaerere verum), słusznie wołał: K i e d y ż o n i c z a s b ę d ą m i e l i j ą p r a k t y k o w a ć?! Zaiste, jak niebądź i czujnie, i spółpracowicie oczekuje człowiek na owe, których dostąpić mamy, doskonałości, zaręczone nam postępem, ulepszeniami potwierdzane i jaśniejące coraz nowym, coraz pełniejszym (lubo zawsze nie wystarczającym) systematem, jednakowoż tenże sam człowiek i spółcześnie zajmuje przecież także żywe miejsce w codziennej dramie doczesności, a na jej powołania odpowiadać i dopisywać onym jest obowiązany Była to godzina, W któréj tak miło pójść nad jasne zdroje, 102 Gdzie słońcu broni przystępu leszczyna, I na murawie legnąć aksamitnéj, W brzęku motyli, przy wodzie błękitnéj Lecz w owe czasy któż jednę godzinę Marzył, spokojnie przedumał nad wodą? Któż miał czas marzyć, że tak wszystko minie Jak kwiat będący motylom gospodą? Jak niezabudka drżąca przy leszczynie? Jak łza? jak wszystko, co się zowie modą? Choć dobra moda była w onych czasach Konfederować się i kryć po lasach! A jednak i to minęło! Ojczyzna Minęła także! i ów wierszyk złoty, Że dla niéj każda smakuje trucizna, Ów wiersz, co niegdyś zachęcał do cnoty, Jest dzisiaj każdy mi to pewnie przyzna, Kto w oblężeniu jadł szczury łub koty - Że ten wiersz bez psów, bez liszek, bez czajek, Jest dziś najlepszą z Krasickiego bajek A więc niech wszystko mija! - Wstańcie, burze! I zwiéjcie mój ślad z téj smętnéj pustyni! I moje myśli jak łez pełne kruże Przechylcie, niech je próżnymi uczyni Czas Powtarzam sobie: Oto przynajmniej jutro i pojutrze będziesz coś przedsiębrał, będziesz coś próbował czynić dla swego uczucia i pokrzepiam się tym Póki się człowiek odpręża i szamoce z siłą, która go ciśnie, poty nie ma głowy ni czasu na nic innego Nam wszystkim się to zdawało, nie tylko jej, a to było źle, bo naprzód Bóg jeden policzył, ile ona się nacierpiała, a po wtóre, to było powodem, że zaraz postanowiła przyjąć Kromickiego Mogę podziwiać na przykład Apeniny, ale duch mój nie umie wniknąć w nie, zostaje na zewnątrz i odbija się o nie łokciami Policzki Marychny zaróżowiły się gwałtownym rumieńcem, a serce zaczęło bić mocno i szybko Siadaj na progu twego domu, a doczekasz się chwili, gdy przejdzie pogrzeb twego wroga A naprzód zmieniły się bardzo miny pana Mateusza i sędziego, gdy do intercyzy przyszło Więc od nowego wiersza: Z dniem pierwszym stycznia bieżącego roku wprowadza się następującą strukturę administracji Szybki, sprawny stukot maszyny zmieszał się z płynnym wyrazistym głosem dyktującego Proszę, błagam; ale hrabio, kochany hrabio, jam wasz! Wy nie zapominajcie o mnie! Wiecie, co mam na sercu Zastukacie do drzwi mocno trzy razy W rozpaczy okłamuje departament policji, informując, że Robotnik drukowany jest za granicą, a Piłsudskiego nie ma w kraju W kabinie mechanik przekręcał kontakty, włączając elektryczne ogrzewacze Skłonił głowę i wyciągnął dłoń do najbliżej stojącego inżyniera Kamińskiego, do sekretarza Holdera, do drugiego, trzeciego, czwartego Po kolei ściskał mocno ich ręce, a oni, z szacunkiem odwzajemniając uścisk, wymieniali swoje nazwiska Przed godziną król posłał po starego generała Baudissina, który leży na podagrę chory, i kazał mu do siebie przyjechać Po co w takim razie nasi mężczyźni uczyli cię władania bronią? Po co uczyli się fechtunku i walki na szable? Zajrzała mu przenikliwie w oczy Kolbuszewski kiwnął głową, lecz od drzwi jeszcze raz zapytał: Czy nie wynikną, proszę pana, komplikacje? W bieżącym miesiącu na księgi własne przepisano już ponad dwieście tysięcy dolarów i zdaje się trzydzieści tysięcy funtów Odwróciła się Frania i rozśmiała, ruszając białymi ramionami; ale natychmiast wróciła oczyma do zwierciadła, nie bez pewnego zalotnego ruchu, który nie uszedł oczu Brühla Na próżno go szukano Jeżeli pójdziesz ze mną dodał Brühl ja ze swej strony ci przyrzekam, że cię wyniosę i zbogacę, dam ci władzę, znaczenie, fortunę Nade wszystko ostatnie rzekł Hennicke bo to w sobie zamyka resztę fortuna Zapomniałeś o losie tego, co z fortuną poszedł do Königsteinu Radca taki poważny, zasłużony, zmuszony ziewać na czczo Masz to załatwić zaraz jutro po biurze Nigdy nim pan nie byłeś i nie jesteś odparł suchym głosem, zimnym i wyraźnym gospodarz W r A może jeszcze lepiej jedź od razu do pani Z*, to dla ciebie najbezpieczniej Szedł z wolna, jakby ociężony spominkami, gdyż Jagusia przychodziła mu na pamięć, raz po raz widział przed sobą jej modre oczy i lśniące zęby, i te czerwone nabrane wargi, tchnące tak jakoś z bliska, jaże się wzdrygał i przystawał Lecz trudno mi się od tego odzwyczaić Powoli odzyskiwała spokój Zupełnie przemoczona przybyła wreszcie do mieszkania przybranego syna Kłębowa sprosiła głównie same starsze kobiety, powinowate swoje albo w kumostwie będące Jej subtelne ręce i piękne nogi nadawały jej szczególną wytworność Zaręczam ci, że czasem rad bym być wyrobnikiem dziennym, byle tylko, budząc się rano, mieć przed sobą widoki na dzień pracy, pochop do niej i nadzieję Trzymając go za rączkę, poszła przed siebie, oczywiście znacznie zwolnionym krokiem Stanął w pośrodku podwórza, obracając się na wszystkie strony, bo mu się wydało, że skądciś wołają Pewnie to Witka robota zauważy ł Boryna |
||||||||||
|
|
||||||||||