|
Nigdy nie znała ojca |
||||||||||
|
||||||||||
|
1863 Podlasie, najbliższe części Augustowskiego, województwo płockie, jako sąsiadujące z Warszawą, otrzymują rozkaz 17 stycznia, dalsze województwa otrzymują go 18go, Langiewicz i Kurowski w Kielcach 18 stycznia wieczorem ANTINOOS (wesoło) Będzie jasno! AMFINOMOS A! Będzie świątecznie! ANTINOOS (do Odysa i Arnajosa) Zaczynajcie! EURYMACHOS (w kole gachów stojący; oglądając się) Gdzie Medon?! ANTINOOS (rozbawiony) (zachęcając Arnajosa) Arnajos! Walecznie 194 [AKT II] ŚWIETLICA W DWORCU ODYSOWYM TELEMAK (do Medona) (wesoło) Zawołaj mi tu dziewki! MEDON (żachnął się) Jaż mam dziewki wołać? TELEMAK (drwiąco) Każę ci Kozlaninow zgodnie z pokojową misją, którą miał w sercu, zbliżył się do Polaków i zwrócił się do nich z sentymentalną przemową I to będzie znaczyło, że morski Bóg jest z nami w zgodzie TERSYTES Wiecie, czemu popod mury Troi nie zajeżdża swym wozem WSZYSCY (milczą) Tam nawet nie wyznaczono wcześniej naczelnego dowódcy; i tam również widzimy poszczególne oddziały, niezłączone żadnymi węzłami Pewniejszy w moim ręku (Zastój) FALE (znów płyną) (i znów coś szemrzą, szepcą, gwarzą, raz go pociechy słowem darzą; to mącą słowem światło ducha Czynił to cały rząd w swej łagodnej surowości, w swej ustępliwości przed rewolucją Dzień 22 stycznia wybrano na moment ogólnego wybuchu, a dopiero 16go idą rozkazy Osądź ją WSZYSCY Osądź! KANCLERZ Jak Bóg nieśmiertelny, Winna jest sądu ANTINOOS Serce nic ci nie mówi? TELEMAK (mieni się) O, serce dziś w nędzy To lepiej, lepiej się tak stało! Oby jutro nie przyprowadzał Asa, póki nie przycichnie ta burza ojcowskiego gniewu! Żeby też o psa robić takie sceny w domu! zawołała Guta przerywając milczenie A wziąwszy ją rozgniewany Anhelli, rzucił o ziemię mówiąc: Precz, kościele zhańbiony Rzeczywiście, pan Marcin blisko już od godziny siedział w ogródku głodny i zły, bo nie mógł jeść nie wypiwszy kieliszka wódki, a wódki znowu za nic w świecie nie piłby w pojedynka Brat oto rękę podnosi na brata, mój pierwszy w rodzie zhańbiony Cyfra powyższa świadczy o bardzo niskim poziomie pewności siebie po stronie polskiej Dopiero przy pożegnaniu, gdy się mieli rozchodzić, przemówił też i pan Marcin, jakoś już udobruchany Utopić Serce się już nie szamoce i piersi ci już nie druzgoce Co za szczególniejszy człowiek sprzedawał mi rewolwer! Gdyby nie był puszkarzem, mógłby zostać profesorem psychologii Jako gościnny gospodarz, podałem jedno ramię ciotce, drugie Anielce, na co zresztą 130 szerokość schodów pozwala, i poprowadziłem je na górę Z imieniem Twym szliśmy pod knut, w kazamaty, Nie bledli i pod szubienicą, Ty duchy męczeńskie, Swych ziem krwawe kwiaty, Zbierałaś, o Bogarodzico Twarz jej straciła jakoś dawny stanowczy wyraz, rysy stały się jednak więcej nieruchome - Ranek Błękitnie w polach podolskich zaświtał, W niebiosach oczy utopił kochanek I marzeniami swoją przyszłość czytał, I widział ją tak uwitą jak wianek Z dni szafirowych, złotych; już się witał Ze sławą przyszłą i z tysiącem głośnych Awantur, pragnąc nadzwyczaj - miłośnych Lepiej mi myśleć o bliskiej podróży A ten Kromicki sprzedał jednak majątek żony i zranił ją tak głęboko Musiałem to sobie napisać czarno na białym, bo inaczej nie chciałoby mi się w to wierzyć 10 kwietnia A ona jej znów nie cofnęła Co za męka słuchać tego specjalnego języka, w którym każdy termin zdaje się grozić śmiercią ukochanej istocie! Wtajemniczyłem doktora w nasze położenie, na co odpowiedział mi, że z dwóch niebezpieczeństw woli wybrać mniejsze i mniej pewne Na skinienie Hetmana trębacze uderzają w trąby pobudkę Stryja nie będzie honor mego ojca kosztował ani jednego grosza A cóż to była za biała postać, ten Mama-Jumbo? spytał kapitan Prezes Brighton był wielorybem rynku kauczukowego, a przyjazd Williama Willisa nie mógł nic nie znaczyć, gdyż każdy krok Williama Willisa, każde jego słowo, każda minuta liczyła się na wagę złota Kruszy się ona, wietrzeje i rozsypuje się, otwierając drogę dla nacierających żywiołów Tak się też stało i z żandarmerią w Polsce w stosunku do bibuły Zamilkła chwilę; matka Teresy wyszła powoli, ona sama na niskim stołeczku siadła u nóg Faustyny, podparła się na rękach jak wprzódy i zadumała Był niezłym falsyfikatem Triboulet zadrżał Wśród wielu nic nieznaczących frazesów jeden z panów powiedział lekko: Wszystko polega na solidarności Sułkowski, który już zaszedł tak daleko, że cofnąc się było niepodobieństwem, bił, jak mu się zdawało, żelazo, póki było gorące Nigdy dotychczas żaden z robotników nie odzywał się doń w sposób tak prowokacyjny Krzysztof odwrócił się i szedł do drzwi Zobaczywszy w progu wchodzącego, z dala zawołała doń hrabina: Sułkowski? Cóż Sulkowski? Jest? Przybył? Nie ma go! Z Pimy dali wiedzieć, że dopiero za dwa dni przybędzie Całe życie biedna jako pierwsza powieść narodowa zasługuje na przypomnienie szerokim kołom czytelniczym Podróżni, mężczyzna i kobieta, siedzieli w powozie Pawle! Pozwól mi spróbować dać ci to szczęście, w które ja wierzę, podaruj mi siebie, ofiaruj Trudni się pośrednictwem w lichwiarskich pożyczkach Czemuż nie wolno mi wyszeptać ich Tobie Mówili razem wgzyscy, tylko Faustyna milczała, wcale się nie zdając tak bardzo rażoną tą wiadomością Nigdy nie znała ojca Dlatego uchodziła w tym domu za pupilkę Kto mi robotę daje, temu robię, nie przebieram Mnie się zdaje, że ciocia jest trochę pomylona Przeciek ksiądz zawdy tak mówią w kościele Pokrótce to i porcenele wynosić mu każą przekpiwali A za paśniki mógłby dać choć po mordze łąki Bardzośmy wam radzi, a kiedyście przyszli pierwsi, to może piwa się z nami napijecie na sąsiedzką zgodę Nalejcie no, chłopcy Wychlaj se sam! Jaki szczodry! Nie na piwo przyślim! zakrzyczeli gorętsi Otoczony chmurami i mrokiem, ale tronem jego jest prawda i sprawiedliwość Też mi się zabiera do karania! I chcąc pochwalić się przed swymi koleżankami, dodała: Wszystkie wy razem wzięte nic nie znaczycie wobec mnie Skoro jeno powiedzieli, że Boryna się pali, zaraz mnie tknęło, że to Antkowa sprawa przerwała jej któraś |
||||||||||
|
|
||||||||||